Postanowiłam rozpocząć lekko, zwiewnie, jak wiosenny wietrzyk, czy coś. Dzisiaj przyjdę do Was z początkami. Jestem w trzeciej klasie gimnazjum i ja wieeem. "Uuu gimbaza, co to może wiedzieć o życiu" itd, ALE uwierzcie mi na słowo, że te trzy lata zmieniły mnie o sto osiemdziesiąt stopni. Z dziewczynki, która zawsze musiała być przez wszystkich lubiana, do nastolatki, której nie obchodzi zdanie rówieśników, które jak się potem okazało, potrafią wyrazić jedynie na internetowych forach.
Ciepłe skarpety, kocyk, herbatka... Trzy, dwa, jeden i wracamy do początków przyjaźni, znajomości, czyli wszystko w pigułce.
Wakacje 2k15 były pełne nowości. To przejście ze szkoły podstawowej, do gimnazjum z nienajlepszą opinią nie było proste. Oczywiście poznawanie nowych ludzi też nie przyszło mi łatwo, podobnie jak Rudej. Jednak przez te dwa miesiące przerwy letniej udało mi się poznać prawie całą nową klasę. Wszyscy wydawali się być wspaniali, śmieszni i zgrani. Faktycznie. Byliśmy świetną ekipą przez całą pierwszą klasę. Ktokolwiek zapytał mnie "podstawówka czy gimbaza?", moja odpowiedź zawsze brzmiała "gimbaza", bo czemu nie? Z ludźmi dogadywałam się świetnie, miałam wielu różnych znajomych, "przyjaciół" itd. Niestety, wszystko, co dobre, kiedyś się kończy.
Kolejny lipiec, sierpień, wrzesień i drugi rok nauki w nowej szkole. Czy był równie wspaniały? Oj nie... Już po pierwszym tygodniu wiedziałam, że ci ludzie, którzy jeszcze zaledwie cztery miesiące temu nazywali się moimi przyjaciółmi, są kompletnie inni. Przejmowałam się tym okropnie. Był to nieprzyjemny okres, w którym nie umiałam się odnaleźć. Nigdy wcześniej nie miałam sytuacji, w której ktoś jawnie mi mówił, że mnie nie lubi, bądź coś go we mnie irytuje, a jeśli już kiedykolwiek się o tym dowiadywałam, zmieniałam się, żeby tylko ta osoba mnie lubiła. Tak było też i w tym wypadku.TO BYŁO ZŁE.
Zaczęło się jakoś w kwietniu tego roku, kiedy to na klasowym facebookowym czacie rozpoczęła się dyskusja pod kątem wiary. Jestem osobą wierzącą i nie wstydzę się tego, co niektóre osoby wykorzystały, żeby móc wylać jad. Jedna z dziewczyn wrzuciła nieprzyjemny obrazek, który skomentowałam (niestety), a potem ni z tego, ni z owego tych parę osób zakończyło temat wiary, a zaczęło dyskutować na MÓJ temat. Jaka to ja nie jestem okropna, irytująca i wiele innych. Czy się przejęłam? I to jeszcze jak. Płakałam, nie wiedziałam co robić. Było mi cholernie przykro, że ludzie, z którymi jeszcze parę tygodni temu gadałam jak z przyjaciółmi, w jednej chwili się ode mnie odwrócili, a jakby tego było mało - publicznie upokorzyli i obrazili. Nie byłam przygotowana na takie coś, więc uderzyło mnie to ze zdwojoną siłą, a fakt, że nikt nie stanął w mojej obronie, bolał jeszcze bardziej. Wtedy była to dla mnie towarzyska tragedia. Nie chciałam iść do szkoły na następny dzień, bo bałam się spojrzeć tym ludziom w oczy, jednak nie wszystko poszło tak, jak się tego spodziewałam.
Miałam ochotę schować się pod kołdrę i nie wychodzić. Rodzicie nie wiedzieli, co się dzieje, ale przeczuwali, że coś jest nie tak. Przekonywali mnie, żebym poszła na lekcje. W ostateczności tak zrobiłam, jednak strach ogarniał mnie tym większy, im bliżej było do budynku. Spodziewałam się groźnych spojrzeń, wyzwisk, śmiechów itd.
Niebezpodstawnie z resztą, bo to przecież logicznie, nie? Śmieją się, to czemu mieliby tego nie kontynuować, jednak ku mojemu zaskoczeniu okazało się, że nawet słowa nie powiedzieli do mnie. Było to dla mnie niemałe zaskoczenie, ale postanowiłam nie zwracać uwagi. Myślałam, śe skoro nic nie mówili, to oznacza to koniec tego wszystkiego. Jakaż ja byłam naiwna...
Wieczorem tego samego dnia rozpoczęły się ponowne nieprzyjemne komentarze kierowane do mojej osoby, jednak... Już mnie to tak nie obchodziło, kiedy okazało się, ze wszyscy bardzo lubią obrażać jedynie w internecie, a na żywo nawet w oczy nie spojrzą.
Ta sytuacja wiele mnie nauczyła. To właśnie wtedy zrozumiałam, że nie warto przejmować się opinią innych, jeśli oczywiście ci ludzie nie są w gronie bliskich nam osób. Czasami trzeba po prostu zacisnąć zęby, uśmiechnąć się i wzruszyć ramionami, bo tak jak to w moim przypadku, ci ludzie, którzy sprawiają tyle przykrości, potrafią to robić tylko w swoich domach, kiedy nie ma wokół nich nikogo. Nie wiem jak dla Was, ale według mnie takie szykanowanie przez portale społecznościowe jest co najmniej żałosne.
Z perspektywy czasu żałuję jednego: że nie powiedziałam o tym rodzicom od razu, kiedy sytuacja miała miejsce. Jeśli kiedykolwiek, ktokolwiek z Was będzie miał problem tego typu, to nie bójcie się o tym powiedzieć osobom dorosłym. Ja wiem, że to ciężko, bo przecież potem będą się śmiać, ale wierzcie lub nie, gdybym wtedy to zgłosiła, to teraz mogłabym nie mieć tylu spraw na głowie, ale to już innym razem.
Podsumowując. Dorośli nie są źli. Zawsze chcą naszego dobra i nie warto jest tę chęć pomocy odrzucać, bo po jakimś czasie można tego żałować. Teraz jest już wszystko w porządku i w ogóle, jednak jak teraz sobie o tym myślę, to gdyby moja mama lub tata się o tym dowiedzieli, cała sprawa zakończyłaby się dużo szybciej.
Mam nadzieję, że są tu jakieś osoby, które po przeczytaniu tego zdadzą sobie sprawę, że nie warto przejmować się opinią innych. Jednak jeśli macie jakieś podobne problemy, o których chcielibyście porozmawiać, to zapraszam do komentowania. Chętnie poczytam, odpiszę i, jeśli będziecie chcieli, doradzę co robić.
Pozdrawiam ciepluuutko,
Loczek 💝
Ciepłe skarpety, kocyk, herbatka... Trzy, dwa, jeden i wracamy do początków przyjaźni, znajomości, czyli wszystko w pigułce.
Wakacje 2k15 były pełne nowości. To przejście ze szkoły podstawowej, do gimnazjum z nienajlepszą opinią nie było proste. Oczywiście poznawanie nowych ludzi też nie przyszło mi łatwo, podobnie jak Rudej. Jednak przez te dwa miesiące przerwy letniej udało mi się poznać prawie całą nową klasę. Wszyscy wydawali się być wspaniali, śmieszni i zgrani. Faktycznie. Byliśmy świetną ekipą przez całą pierwszą klasę. Ktokolwiek zapytał mnie "podstawówka czy gimbaza?", moja odpowiedź zawsze brzmiała "gimbaza", bo czemu nie? Z ludźmi dogadywałam się świetnie, miałam wielu różnych znajomych, "przyjaciół" itd. Niestety, wszystko, co dobre, kiedyś się kończy.
Kolejny lipiec, sierpień, wrzesień i drugi rok nauki w nowej szkole. Czy był równie wspaniały? Oj nie... Już po pierwszym tygodniu wiedziałam, że ci ludzie, którzy jeszcze zaledwie cztery miesiące temu nazywali się moimi przyjaciółmi, są kompletnie inni. Przejmowałam się tym okropnie. Był to nieprzyjemny okres, w którym nie umiałam się odnaleźć. Nigdy wcześniej nie miałam sytuacji, w której ktoś jawnie mi mówił, że mnie nie lubi, bądź coś go we mnie irytuje, a jeśli już kiedykolwiek się o tym dowiadywałam, zmieniałam się, żeby tylko ta osoba mnie lubiła. Tak było też i w tym wypadku.TO BYŁO ZŁE.
Zaczęło się jakoś w kwietniu tego roku, kiedy to na klasowym facebookowym czacie rozpoczęła się dyskusja pod kątem wiary. Jestem osobą wierzącą i nie wstydzę się tego, co niektóre osoby wykorzystały, żeby móc wylać jad. Jedna z dziewczyn wrzuciła nieprzyjemny obrazek, który skomentowałam (niestety), a potem ni z tego, ni z owego tych parę osób zakończyło temat wiary, a zaczęło dyskutować na MÓJ temat. Jaka to ja nie jestem okropna, irytująca i wiele innych. Czy się przejęłam? I to jeszcze jak. Płakałam, nie wiedziałam co robić. Było mi cholernie przykro, że ludzie, z którymi jeszcze parę tygodni temu gadałam jak z przyjaciółmi, w jednej chwili się ode mnie odwrócili, a jakby tego było mało - publicznie upokorzyli i obrazili. Nie byłam przygotowana na takie coś, więc uderzyło mnie to ze zdwojoną siłą, a fakt, że nikt nie stanął w mojej obronie, bolał jeszcze bardziej. Wtedy była to dla mnie towarzyska tragedia. Nie chciałam iść do szkoły na następny dzień, bo bałam się spojrzeć tym ludziom w oczy, jednak nie wszystko poszło tak, jak się tego spodziewałam.
Miałam ochotę schować się pod kołdrę i nie wychodzić. Rodzicie nie wiedzieli, co się dzieje, ale przeczuwali, że coś jest nie tak. Przekonywali mnie, żebym poszła na lekcje. W ostateczności tak zrobiłam, jednak strach ogarniał mnie tym większy, im bliżej było do budynku. Spodziewałam się groźnych spojrzeń, wyzwisk, śmiechów itd.
Niebezpodstawnie z resztą, bo to przecież logicznie, nie? Śmieją się, to czemu mieliby tego nie kontynuować, jednak ku mojemu zaskoczeniu okazało się, że nawet słowa nie powiedzieli do mnie. Było to dla mnie niemałe zaskoczenie, ale postanowiłam nie zwracać uwagi. Myślałam, śe skoro nic nie mówili, to oznacza to koniec tego wszystkiego. Jakaż ja byłam naiwna...
Wieczorem tego samego dnia rozpoczęły się ponowne nieprzyjemne komentarze kierowane do mojej osoby, jednak... Już mnie to tak nie obchodziło, kiedy okazało się, ze wszyscy bardzo lubią obrażać jedynie w internecie, a na żywo nawet w oczy nie spojrzą.
Ta sytuacja wiele mnie nauczyła. To właśnie wtedy zrozumiałam, że nie warto przejmować się opinią innych, jeśli oczywiście ci ludzie nie są w gronie bliskich nam osób. Czasami trzeba po prostu zacisnąć zęby, uśmiechnąć się i wzruszyć ramionami, bo tak jak to w moim przypadku, ci ludzie, którzy sprawiają tyle przykrości, potrafią to robić tylko w swoich domach, kiedy nie ma wokół nich nikogo. Nie wiem jak dla Was, ale według mnie takie szykanowanie przez portale społecznościowe jest co najmniej żałosne.
Z perspektywy czasu żałuję jednego: że nie powiedziałam o tym rodzicom od razu, kiedy sytuacja miała miejsce. Jeśli kiedykolwiek, ktokolwiek z Was będzie miał problem tego typu, to nie bójcie się o tym powiedzieć osobom dorosłym. Ja wiem, że to ciężko, bo przecież potem będą się śmiać, ale wierzcie lub nie, gdybym wtedy to zgłosiła, to teraz mogłabym nie mieć tylu spraw na głowie, ale to już innym razem.
Podsumowując. Dorośli nie są źli. Zawsze chcą naszego dobra i nie warto jest tę chęć pomocy odrzucać, bo po jakimś czasie można tego żałować. Teraz jest już wszystko w porządku i w ogóle, jednak jak teraz sobie o tym myślę, to gdyby moja mama lub tata się o tym dowiedzieli, cała sprawa zakończyłaby się dużo szybciej.
Mam nadzieję, że są tu jakieś osoby, które po przeczytaniu tego zdadzą sobie sprawę, że nie warto przejmować się opinią innych. Jednak jeśli macie jakieś podobne problemy, o których chcielibyście porozmawiać, to zapraszam do komentowania. Chętnie poczytam, odpiszę i, jeśli będziecie chcieli, doradzę co robić.
Pozdrawiam ciepluuutko,
Loczek 💝
Komentarze
Prześlij komentarz