Witam, witam! Dzisiaj opowiem historię... No cóż miłosną, a co najlepsze z mojego własnego życia. Tak, tak proszę Państwa, to po tych policzkach płynęły łzy, to te słowa wyklinały imię chłopaka, który skradł moje zlodowaciałe serce i te ręce wyżywały się podczas potwornej i wulgarnej grze w szachy... Taaaa... Zapowiada się ciekawie, prawda? Zacznijmy może od początku, który sięga początku gimnazjum. Poznałyśmy wtedy, tak jak mówiłam, wiele, a nawet BARDZO wiele osób. Jednak klasa, to klasa, wiadome. Z tymi ludźmi jesteśmy najbliżej i spędzamy z nimi najwięcej czasu. Z początku jednak NIESTETY zaczęłam zadawać się z tymi niewłaściwymi osobami. Poza nimi nie zwracałam uwagi na nikogo, mimo wszystko jak wspominałam we wcześniejszym poście, chciałam być przez wszystkich lubiana. Tak też było i z nim. Chłopak... Za dużo powiedziane. To było dziecko. Niższy ode mnie o głowę Kubuś, który z twarzy przypominał dziecko, a odzywał się jedynie przy swoich kumplach. Chcia...
Siłą rozpędu, oto leci drugi post dzisiaj. Porozmawiajmy o samoocenie. Niektórym może się moje zdanie w tej sprawie nie spodobać, i mają do tego prawo, bo być może się mylę. Poza tym, rzecz z pojmowaniem i akceptowaniem samego siebie jest taka, że dla każdego wygląda inaczej i każdy mówi do siebie własnym językiem. Oto zatem mój. Zacznę od tego, że problemy z samooceną miałam i mam dalej. Jakkolwiek obecnie nie narzekam, tak może się to prędko zmienić. Tak z dziesięć razy w ciągu kilku dni. Na przemian na plus i na minus, to naprawdę zależy od wyspania, najedzenia i ciśnienia barometrycznego. Ok, to po pierwsze. Po drugie: samoocena to nie to samo, co poczucie własnej wartości. Nie dla mnie. Moja samoocena to kwestia bycia ładną lub brzydką, szczupłą lub nie bardzo, lubianą bądź nienawidzoną. Natomiast poczucie własnej wartości to kwestia świadomości swoich praw jako istoty ludzkiej. Jeśli ktoś neguje swoje prawo do, na przykład, wyrażania własnego zdania, bo przecież nikogo to nie...