Witam, witam! Dzisiaj opowiem historię... No cóż miłosną, a co najlepsze z mojego własnego życia. Tak, tak proszę Państwa, to po tych policzkach płynęły łzy, to te słowa wyklinały imię chłopaka, który skradł moje zlodowaciałe serce i te ręce wyżywały się podczas potwornej i wulgarnej grze w szachy... Taaaa... Zapowiada się ciekawie, prawda?
Zacznijmy może od początku, który sięga początku gimnazjum.
Poznałyśmy wtedy, tak jak mówiłam, wiele, a nawet BARDZO wiele osób. Jednak klasa, to klasa, wiadome. Z tymi ludźmi jesteśmy najbliżej i spędzamy z nimi najwięcej czasu. Z początku jednak NIESTETY zaczęłam zadawać się z tymi niewłaściwymi osobami. Poza nimi nie zwracałam uwagi na nikogo, mimo wszystko jak wspominałam we wcześniejszym poście, chciałam być przez wszystkich lubiana. Tak też było i z nim. Chłopak... Za dużo powiedziane. To było dziecko. Niższy ode mnie o głowę Kubuś, który z twarzy przypominał dziecko, a odzywał się jedynie przy swoich kumplach. Chciałam mieć z nim jakikolwiek kontakt, więc postanowiłam spróbować.
Już drugiego dnia szkoły do niego podeszłam i przywitałam się. Ten jednak spojrzał na mnie krótko, po czym momentalnie odwrócił się i odszedł, pozostawiając samotną dziewczynę, która nie wiedziała co powiedzieć. Czułam się STRASZNIE głupio. Czy próbowałam dalej? Nope. W żadnym wypadku. Uznałam, ze po co... Bo w sumie, chyba racja, prawda?
Pół roku później, na lekcji matematyki, nauczycielka przesadziła owego Jakuba i jego kolegę do pierwszej ławki (siedzimy z Rudą w drugiej), czyli centralnie przede mną. Pomyślałam:
"To moze wreszcie zacznę z nim gadać..."
Czy zaczęłam? A gdzie... Znaczy się. Nie no, gadałam, ale ilekroć się do niego zwracałam, to patrzył na mnie krótko, po czym dawał odpowiedź, ale zawsze patrzył się na moją koleżankę z ławki... Myślałam, że dostanę kręćka.
Zbliżał się grudzień, święta, nowy rok, a jego nie było przez dość długi czas, przez zapalenie krtani. Czy tęskniłam? Nie. Nawet ledwo co zauważyłam, ze go nie ma. Jednak po długiej przerwie, wrócił, ale... Ciężko było uwierzyć, ze to on. Był o półtora głowy wyższy, głos też mu się zaczął zmieniać. Naprawdę nie spodziewałam się tak szybkiej zmiany.
Mijały kolejne miesiące, a ja coraz bardziej zwracałam na niego uwagę, z resztą z wzajemnością. Jakoś w maju miała miejsce klasowa wycieczka do Krakowa. To właśnie tam zaczęłam wręcz go zmuszać do rozmowy ze mną, co jak teraz sobie przypomnę, było strasznie creepy XD. Nie narzekał i tego się trzymajmy.
Po powrocie dalej rozmawialiśmy. Z Rudą pokochałyśmy jego poczucie humoru, sposób bycia, czy nawet zwykłe żarty ze mnie, czy z niej. W skrócie, bardzo nam się podobało spędzanie czasu w jego towarzystwie. Pod koniec pierwszej klasy gimnazjum, okazało się, ze... Podobam się mu od początku szkoły. Był to ciężki szok, którego nie przyjęłam za dobrze. Postanowiłam trzymać między nami przyjacielskie kontakty i tu się pojawia mój pierwszy błąd, a mianowicie... Wszyscy wiedzą o wszystkim i chcą załatwiać moje sprawy za mnie. Wtedy nie wydawało mi się takie złe... Byłam głupiutka...
Wakacje, nowy rok szkolny, w którym... WOW. Nasz malutki Kubuś zmienił się diametralnie i wyprzystojniał. Właściwie to cały czas trzymałam tą sytuację na dystans i była tylko przyjaźń. Cały czas ze mną przebywał i w ogóle ja, on i Ruda byliśmy przyjaciółmi. Jakoś w grudniu zaczął mi się podobać, ale czy ja mu to powiedziałam? Nie. Dlaczego? Z obawy przed reakcją innych PLUS bałam się, ze jak będziemy ze sobą, to związki w wieku piętnastu, czternastu lat nie wypalają, a potem pozostaje tylko wrogość. To był właśnie drugi błąd.
Rok szybko przeminął. Jak zawsze szkoła organizowała wiele wyjazdów. Wraz z Rudą pojechałyśmy do Pragi, podczas gdy nasz przyjaciel wybrał się na tzw "Zieloną Szkołę" razem z prawie całą klasą i innymi osobami.
Wszystko byłoby w porządku, gdyby nie napisała do mnie w trzeci dzień ich wyjazdu (poniedziałek) moja znienawidzona koleżanka. Zaczęła do mnie wypisywać, ze ma cały tydzień, żeby Kuba o mnie zapomniał i w ogóle. Przejęłam się i to bardzo. Chciałam się jakkolwiek z nim skontaktować, ale nie miałam jak, ponieważ zablokowali mnie na facebook'u i nie odbierał moich telefonów. Wieczorem kolega udostępnił mi swój telefon i gadaliśmy chwilę. Podczas tej rozmowy, powiedziałam mu, że coś do niego czuję i tak oto zaczęliśmy być razem. Byłam taka szczęśliwa. Nareszcie byliśmy ra... A nie, chwila, następny dzień...
We wtorek cała w skowronkach poszłam do szkoły. Skakałam, śmiałam się i w ogóle dziecko szczęścia... Do wieczora, kiedy to owy Jakub powiadomił mnie, że już chyba nic do mnie nie czuje, tylko kocha tą moją znienawidzoną koleżankę... Załamałam się totalnie. Następnego dnia nie odzywałam sie w ogóle, płakałam ciągle, Ruda nie wiedziała co robić. Przez kolejne dni płakałam, myślałam i płakałam.
Wracali w sobotę i wtenczas dowiedziałam się, ze zerwali z tamtą koleżanką i chciał się ze mną spotkać, żeby wszystko wyjaśnić. Zgodziłam się.
Chodziliśmy, gadaliśmy i tłumaczył... Nie było to przyjemne, na szczęście była ze mną Ruda. Pogodziliśmy się całą trójką i było znowu jak dawniej. Czy to koniec? A gdzie!
W poniedziałek (dwa dni temu), nasz przyjaciel chodził cały zestresowany i przybity. Martwiłam się o niego, jednak ten nie chciał powiedzieć o co chodzi. Po południu tego samego dnia, ten ZNOWU zmienił zdanie, że on nie chce się już z nami przyjaźnić...
Co było dalej? Czy pogodziliśmy się? Czy Ruda go zabiła? Wszystko napiszę w następnym poście, bo tu będzie tego za dużo, jednak już teraz można zobaczyć błędy.
1) Jeśli wiecie, ze ktoś wam się podoba/zakochaliście się, nie bójcie się tego powiedzieć i wbrew temu co inni mówią, myślcie o sobie!
2) Nie pozwalajcie aby wasze sprawy stały się sprawami wszystkich, bo potem okazuje się, ze nikt cię nie lubi i jesteś tą najgorszą.
3) Mimo wszystko, warto się porządnie zastanowić, zanim z kimś się jest, aby nie zranić osób na którym ci zależy i którym zależy na tobie!
Resztę napiszę w następnym poście. Może macie jakieś swoje historie miłosne? Nie mogę się doczekać żeby o nich poczytać! Piszcie w komentarzach.
Pozdrawiam,
Loczek xoxo
Zacznijmy może od początku, który sięga początku gimnazjum.
Poznałyśmy wtedy, tak jak mówiłam, wiele, a nawet BARDZO wiele osób. Jednak klasa, to klasa, wiadome. Z tymi ludźmi jesteśmy najbliżej i spędzamy z nimi najwięcej czasu. Z początku jednak NIESTETY zaczęłam zadawać się z tymi niewłaściwymi osobami. Poza nimi nie zwracałam uwagi na nikogo, mimo wszystko jak wspominałam we wcześniejszym poście, chciałam być przez wszystkich lubiana. Tak też było i z nim. Chłopak... Za dużo powiedziane. To było dziecko. Niższy ode mnie o głowę Kubuś, który z twarzy przypominał dziecko, a odzywał się jedynie przy swoich kumplach. Chciałam mieć z nim jakikolwiek kontakt, więc postanowiłam spróbować.
Już drugiego dnia szkoły do niego podeszłam i przywitałam się. Ten jednak spojrzał na mnie krótko, po czym momentalnie odwrócił się i odszedł, pozostawiając samotną dziewczynę, która nie wiedziała co powiedzieć. Czułam się STRASZNIE głupio. Czy próbowałam dalej? Nope. W żadnym wypadku. Uznałam, ze po co... Bo w sumie, chyba racja, prawda?
Pół roku później, na lekcji matematyki, nauczycielka przesadziła owego Jakuba i jego kolegę do pierwszej ławki (siedzimy z Rudą w drugiej), czyli centralnie przede mną. Pomyślałam:
"To moze wreszcie zacznę z nim gadać..."
Czy zaczęłam? A gdzie... Znaczy się. Nie no, gadałam, ale ilekroć się do niego zwracałam, to patrzył na mnie krótko, po czym dawał odpowiedź, ale zawsze patrzył się na moją koleżankę z ławki... Myślałam, że dostanę kręćka.
Zbliżał się grudzień, święta, nowy rok, a jego nie było przez dość długi czas, przez zapalenie krtani. Czy tęskniłam? Nie. Nawet ledwo co zauważyłam, ze go nie ma. Jednak po długiej przerwie, wrócił, ale... Ciężko było uwierzyć, ze to on. Był o półtora głowy wyższy, głos też mu się zaczął zmieniać. Naprawdę nie spodziewałam się tak szybkiej zmiany.
Mijały kolejne miesiące, a ja coraz bardziej zwracałam na niego uwagę, z resztą z wzajemnością. Jakoś w maju miała miejsce klasowa wycieczka do Krakowa. To właśnie tam zaczęłam wręcz go zmuszać do rozmowy ze mną, co jak teraz sobie przypomnę, było strasznie creepy XD. Nie narzekał i tego się trzymajmy.
Po powrocie dalej rozmawialiśmy. Z Rudą pokochałyśmy jego poczucie humoru, sposób bycia, czy nawet zwykłe żarty ze mnie, czy z niej. W skrócie, bardzo nam się podobało spędzanie czasu w jego towarzystwie. Pod koniec pierwszej klasy gimnazjum, okazało się, ze... Podobam się mu od początku szkoły. Był to ciężki szok, którego nie przyjęłam za dobrze. Postanowiłam trzymać między nami przyjacielskie kontakty i tu się pojawia mój pierwszy błąd, a mianowicie... Wszyscy wiedzą o wszystkim i chcą załatwiać moje sprawy za mnie. Wtedy nie wydawało mi się takie złe... Byłam głupiutka...
Wakacje, nowy rok szkolny, w którym... WOW. Nasz malutki Kubuś zmienił się diametralnie i wyprzystojniał. Właściwie to cały czas trzymałam tą sytuację na dystans i była tylko przyjaźń. Cały czas ze mną przebywał i w ogóle ja, on i Ruda byliśmy przyjaciółmi. Jakoś w grudniu zaczął mi się podobać, ale czy ja mu to powiedziałam? Nie. Dlaczego? Z obawy przed reakcją innych PLUS bałam się, ze jak będziemy ze sobą, to związki w wieku piętnastu, czternastu lat nie wypalają, a potem pozostaje tylko wrogość. To był właśnie drugi błąd.
Rok szybko przeminął. Jak zawsze szkoła organizowała wiele wyjazdów. Wraz z Rudą pojechałyśmy do Pragi, podczas gdy nasz przyjaciel wybrał się na tzw "Zieloną Szkołę" razem z prawie całą klasą i innymi osobami.
Wszystko byłoby w porządku, gdyby nie napisała do mnie w trzeci dzień ich wyjazdu (poniedziałek) moja znienawidzona koleżanka. Zaczęła do mnie wypisywać, ze ma cały tydzień, żeby Kuba o mnie zapomniał i w ogóle. Przejęłam się i to bardzo. Chciałam się jakkolwiek z nim skontaktować, ale nie miałam jak, ponieważ zablokowali mnie na facebook'u i nie odbierał moich telefonów. Wieczorem kolega udostępnił mi swój telefon i gadaliśmy chwilę. Podczas tej rozmowy, powiedziałam mu, że coś do niego czuję i tak oto zaczęliśmy być razem. Byłam taka szczęśliwa. Nareszcie byliśmy ra... A nie, chwila, następny dzień...
We wtorek cała w skowronkach poszłam do szkoły. Skakałam, śmiałam się i w ogóle dziecko szczęścia... Do wieczora, kiedy to owy Jakub powiadomił mnie, że już chyba nic do mnie nie czuje, tylko kocha tą moją znienawidzoną koleżankę... Załamałam się totalnie. Następnego dnia nie odzywałam sie w ogóle, płakałam ciągle, Ruda nie wiedziała co robić. Przez kolejne dni płakałam, myślałam i płakałam.
Wracali w sobotę i wtenczas dowiedziałam się, ze zerwali z tamtą koleżanką i chciał się ze mną spotkać, żeby wszystko wyjaśnić. Zgodziłam się.
Chodziliśmy, gadaliśmy i tłumaczył... Nie było to przyjemne, na szczęście była ze mną Ruda. Pogodziliśmy się całą trójką i było znowu jak dawniej. Czy to koniec? A gdzie!
W poniedziałek (dwa dni temu), nasz przyjaciel chodził cały zestresowany i przybity. Martwiłam się o niego, jednak ten nie chciał powiedzieć o co chodzi. Po południu tego samego dnia, ten ZNOWU zmienił zdanie, że on nie chce się już z nami przyjaźnić...
Co było dalej? Czy pogodziliśmy się? Czy Ruda go zabiła? Wszystko napiszę w następnym poście, bo tu będzie tego za dużo, jednak już teraz można zobaczyć błędy.
1) Jeśli wiecie, ze ktoś wam się podoba/zakochaliście się, nie bójcie się tego powiedzieć i wbrew temu co inni mówią, myślcie o sobie!
2) Nie pozwalajcie aby wasze sprawy stały się sprawami wszystkich, bo potem okazuje się, ze nikt cię nie lubi i jesteś tą najgorszą.
3) Mimo wszystko, warto się porządnie zastanowić, zanim z kimś się jest, aby nie zranić osób na którym ci zależy i którym zależy na tobie!
Resztę napiszę w następnym poście. Może macie jakieś swoje historie miłosne? Nie mogę się doczekać żeby o nich poczytać! Piszcie w komentarzach.
Pozdrawiam,
Loczek xoxo
Komentarze
Prześlij komentarz